środa, 2 grudnia 2015

Maria Ossowska

  
 Tolerancję przypisuje się często komuś, kto dla świętego spokoju patrzy przez palce na różne grzeszki otoczenia. Nie o ten gatunek tolerancji tutaj chodzi.

    Tolerancja w naszym rozumieniu to nie jest nieprzeciwstawienie się rzeczom, które poczytujemy za złe, lecz umiejętność szanowania cudzych potrzeb i cudzych opinii, których nie dzielimy.

   Szanuje cudze potrzeby, kto się z nimi liczy w swoim postępowaniu, przystosowując do nich własne; szanuje cudze opinie, kto ma życzliwą w zasadzie dla nich postawę, a w wypadku wyraźnej już kontrowersji nie przypisuje z góry przeciwnikowi czarnych motywów z tego tytułu, że znajduje się stosunku do jego stanowiska w opozycji.

  Często słyszy się, że tak rozumiana tolerancja to niebezpieczna właściwość, bo rozumienie czyichś stanowisk prowadzi do ich usprawiedliwiania, a to z kolei paraliżuje naszą aktywność i grozi naruszeniem owego mocnego kręgosłupa moralnego.

  Obserwowanie ludzi zachęca do rewizji tego poglądu. Tolerancja paraliżuje co najwyżej pewne negatywne impulsy działania, ale nie narusza pozytywnych. Człowiek wyrozumiały, gdy walczy z tym co uważa za złe, nie działa na podstawie zgorszenia, surowych potępień czy nienawiści, działa natomiast na podstawie przywiązania do tego, co uważa za słuszne; na podstawie umiłowania takiej a nie innej wizji świata, do której realizacji zmierza.
rok 1946
Ossowska, M. (1992) Wzór demokraty, Daimonion.

czwartek, 26 listopada 2015

Zalążek bloga podróżniczego!

    Swego czasu okazało się, że w Bieszczadach te tzw. "góry" sięgają najwyżej do kolan.

  Brat w tychże Bieszczadach z nudów czyta książkę po zmroku. Gdyby spojrzeć na okładkę, wyszłoby, że Strugackich. Zuch!


  Wędrowaliśmy do samego zmroku. Czasem wypadało nawet 14 godzin marszu! Dlaczego tak długo?


  Ponieważ padaliśmy bez życia ok. godziny 20:30, przespawszy około 8 godzin, mogliśmy wyspani i w miarę bezboleśnie opuszczać schroniska przed bladym świtem! Dzięki temu, schodziliśmy z głównych szlaków na pół godziny przed otwarciem parkingów tam, hen hen, na dole. Ekhem, "na dole".



  Ostateczny bilans wyniósł nas jakieś 100 km, gdy nagle skończyła nam się Polska i zaczęła Ukraina. Toteż zawróciliśmy do Ustrzyk Górnych, legliśmy na poboczu i czekaliśmy na bus do Sanoka. Jak się policzy na palcach, to się nie wydaje daleko - ale warto pamiętać, że amplituda wysokości była licząca się, do tego +30 stopniowe upały dawały w kość. W grze Far Cry 2 był taki efekt oczopląsu aktywującego się po kilku sekundach biegu - sądziłem, że to tylko takie efekciarstwo, dopóki nie poznałem tego na własnej skórze!

PS Nie zwracajcie uwagi na Evangeliona, chciałem zobaczyć, czy potrafię - nie.

piątek, 6 listopada 2015

Knighst and mechants, taka gra - na pewno wszyscy kojarzą. Po lepszej stronie świata (zachód i zachód za oceanem) przeszła bez echa, ale tak to już było, że jeżeli w ojczyźnie kwitnącej cebuli jakaś produkcja doczekała się przyzwoitej polonizacji a piracka wersja była łatwo dostępna oraz nie przysparzała problemów przy instalacji - hit był murowany.  Do teraz pozostaje obiektem nostalgii, szczycąc się społecznością fanowską, która trwa już drugą dekadę.




środa, 30 września 2015

Alien Abduction 8/10, Extraterrestrial 7/10, Area51 6/10, The Phoenix Lights 5/10, Hangar10 4/10







Najogólniej mówiąc, ludzi można podzielić na dwie grupy - tych, którzy kochają filmy kręcone "z ręki" oraz tych nieszczęśników, którzy takich filmów nienawidzą.

Na nieszczęście tych drugich, w XXI wieku to całkiem naturalne, że w dowolnej grupie nastolatków, w dowolnym momencie, znajdzie się ktoś z włączoną kamerką. Stąd nie dziwi zatrważająca ilość "autentycznych" nagrań z amerykańskich przemieść, po których na swobodzie rozbijają się kosmici.

Dlatego też, na szczęście dla tych pierwszych, ostatnimi czasy obrodziło horrorami ufologicznymi - wszystkie zrealizowane w konwencji  taśm odnalezionych - ma się rozumieć - w tajemniczych okolicznościach.

Niektóre uprowadzenia zachodzą od początku do końca utrzymane w poważnym tonie, inne - te lepsze - pozwalają sobie na autoironię. Niektóre są zrealizowane z polotem (Alien Abduction!), pełną mrugnięć do świadomego widza (Extraterrestrial!), reszta wygląda jak ksero wielokrotnie skopiowanego druku. Tak czy siak, najistotniejszą i prawdziwą frajdą jest wspólny kod, którym wszystkie te filmy operują. Zadziwiająca jest spójność ufologicznej mitologii, wynikająca być może ze zwykłego odtwórstwa - nie wnikam, liczy się fenomenalny efekt wiarygodności oraz fantastyczna magia teorii spiskowych. Oczywiście, mówiąc o "Fantastyczności" ani razu nie mam na myśli "SF", bo UFO już od dawna zagnieździło się w dziwnej strefie oszołomstwa i ignorancji.W kinie ten temat sprawdza się znakomicie.

Typowe bolączki tego typu kina - amatorskie aktorstwo, amatorskie efekty, amatorskie budżety - wszystkie one są zniesione mocą paradokumentalnej konwencji. Gra aktorska jest spontaniczna i nie wybiega, bo wybiec przecież nie może!, ponad to co dałoby się nagrać na byle jakiej imprezie. Efekty są starannie dozowane, w pozornym chaosie trzęsącego się obrazu - widz i tak zobaczy, co ma zobaczyć, tylko w odpowiednim momencie, wcześniej większość roboty załatwia wyobraźnia i domysły/ q.e.d.


wtorek, 25 sierpnia 2015

Galileusz


  Istnieje więc, jak sądzę, możliwość wykazania w sposób bardzo rozsądny, że to Pismo św. ilekroć przypadkiem wypowiedziało się na temat jakiegoś zagadnienia dotyczącego przyrody, a szczególnie spraw w mniejszym stopniu zbadanych i trudnych do zrozumienia, nie pominęło tego, aby nie spowodować zamętu w umysłach ludu i nie zniechęcać go do dogmatów bardziej tajemniczych. Dlatego zostało powiedziane, że Pismo z powodu dostosowania się do możliwości ludu nie powstrzymało się od zaciemniania twierdzeń bardziej podstawowych, przypisując nawet samemu Bogu cechy bardzo odległe i przeciwstawne Jego istocie.
[...]
  W związku z tym wydaje mi się, że w dyskusjach dotyczących problemów przyrodniczych, nie należy zaczynać od powoływania się na autorytet odpowiednich miejsc Pisma, lecz do zmysłowych doświadczeń i koniecznych dowodów.
[...]
  Po za tym Pismo, aby było powszechnie zrozumiałe, mówi o wielu różnych sprawach w sposób zgodny z powszechnie przyjętym znaczeniem słów, dalekich od prawdy absolutnej, przyroda przeciwnie, będąc nieubłaganą i niezmienną, nigdy nie przekracza zakresu wyznaczonych jej praw i nigdy nie dba o to, czy jej ukryte racje i sposoby działania są, czy nie są dostępne możliwościom poznawczym ludzi.
 Della lettera a madama Cristina di Lorena W: Cackowski, Zdzisław. Poznanie. Antologia tekstów filozoficznych. Wydawnictwo Ossolineum, 1992.

  Rzecz była napisana z emfazą na ruch ciał niebieskich, ale chyba problem aktualny w swej istocie do dziś.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Film fabularny 2015

ślimak od Tim Ross - Grapevinesnail_01. Licencja CC BY-SA 3.0
 Można podważać moje reżyserskie kompetencje, ale ... nie! Nie można! Link ->  film

poniedziałek, 22 czerwca 2015


"Nie wierzyłbym Ewangelii, gdyby nie skłonił mnie do tego autorytet Kościoła Katolickiego." (KKK 119)
 "Wiara jest pewna, pewniejsza niż wszelkie ludzkie poznanie, ponieważ opiera się na samym słowie Boga, który nie może kłamać. Oczywiście, prawdy objawione mogą wydawać się niejasne dla rozumu i doświadczenia ludzkiego, ale <pewność, jaką daje światło Boże, jest większa niż światło rozumu>. Dziesięć tysięcy trudności nie powoduje jednej wątpliwości." (KKK 157)
 

CC0 1.0 stąd

To oczywiście trochę złośliwe wykorzystanie słów Ojca Kościoła, ale czyż to nie urocze, takie "tak bo... tak"?

niedziela, 21 czerwca 2015

Utopię waszą utopię.




 
"Oto decyzja, słowo zgromadzenia bogów,
 Na rozkaz wydany przez Ana i Enlila
 Królestwu ziemi, prawu ziemi, zostanie położony kres.

 [...]
Wszystkie wichury o niezwykłej sile zaatakowały naraz,
W tym samym czasie potop zalał ośrodki kultu.
Gdy po siedmiu dniach i siedmiu nocach,
Podczas których potop zalewał ziemię
I ogromną łodzią miotały wichry pośród wielkich wód,
Pojawił się Utu, roztaczający blask na niebie i ziemi,
Ziusudra otworzył okno ogromnej łodzi.
Bohater Utu wrzucił snop promieni do ogromnej łodzi.
Ziusudra, król, ukorzył się przed Utu,
Król wołu zabił dlań i zarżnął owcę.



Na tym fragmencie, po którym następuje luka, kończy się posiadany przez naukę zapis sumeryjskiej legendy o potopie. Przetrwała ona tysiąclecia [...] Legenda o potopie, po raz pierwszy skomponowana i spisana przez Sumerów, weszła do mitologii i religii różnych narodów. Biblia wprowadziła ją jako jeden z fundamentalnych przekazów do wszystkich religii monoteistycznych. Kiedy się czyta, że Bóg, rozgniewany występkami ludzi, postanowił: "Spuszczę deszcz na Ziemię przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy: i wygładzę z ziemi wszelkie stworzenie, którem uczynił",  warto pamiętać o tym, że pierwowzór powstał dwa tysiące lat wcześniej w Sumerze."
Bielicki, Marian. Zapomniany świat Sumerów. Państwowy Instytut Wydawniczy, 1969, s. 221-222. 

zdjęcie stąd


Warto zaznaczyć, że autor wskazuje również na genezę mitu. Najprawdopodobniej miał swoje źródło w lokalnych podtopieniach państwa Sumerów. Wygląda na to, że dla mieszkańców poszczególnych autonomicznych państw-miast podtopienie gruntów rolnych, stanowiących podstawę przetrwania, miało wymiar jak najbardziej... globalny, stąd pewne wyolbrzymienia znane z mitu o potopie. 

„Każdy, kto różni się od nas [...] uchodzi niemal z reguły za złoczyńcę. Nawet gdy się już prowadzi walki, których nie dało się umknąć, przydałoby się nieco więcej rozumienia dusz ludzkich; tym bardziej, by walkom tym zapobiec, póki jeszcze czas”.
Bloch, M. Pochwała historii czyli o zawodzie historyka. Wyd. Marek Derewiecki, 2009.

CC0 1.0 zmodyfikowane i pobrane stąd
  Marc Bloch był wspaniałym humanistą i uznanym historykiem (zajmował go głównie okres średniowiecza). Zginął walcząc we francuskim ruchu oporu podczas drugiej wojny światowej. Jego dzieło urywa się niedokończone.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

 
Jeden współlokator umila sobie obiad wynurzeniami Kolonki, Max musi mówić bardzo głośno, żeby wszyscy w okolicy słyszeli jak jest. Drugi współlokator rozgrywa  nieustającą sesję w jakiejś młócce online, specjalnie robi to na tyle głośno, żeby w całej kamienicy nikt nie miał żadnych wątpliwości co do tego, z jak wielkim skurwielem wszyscy mamy tu do czynienia. Ja jestem najbliżej i nie mam żadnych, owszem, to wielki skurwiel. W dni takie jak te, odechciewa się życia, na domiar złego zepsuły mi się słuchawki, nie mogę się odciąć. Oczywiście oni nie mają tego kłopotu, nie używają słuchawek... nigdy. Tego też nie mogę pojąć. To pewnie nie ma większego znaczenia, ale z kronikarskiego obowiązku jestem zmuszony wspomnieć, że obaj są wyborcami skrajnej prawicy. Przypadek?
CC0 1.0 stąd

wtorek, 26 maja 2015

Pogański Skowyt



 "Niezmiennym paradoksem religii jest to, że tak duża część jej substancji jest w sprawdzalny sposób fałszywa, a mimo to pozostaje siłą kierującą społeczeństwami" 
Wilson E., O. Socjobiologia, Zysk i S-ka, Poznań (2000).

   Tłumek przed drzwiami gęstniał. Słyszało się podniecone szepty i niecierpliwe szuranie po drewnianej podłodze. Atmosfera raczej napięta.

Wokół prawie sami bezbożnicy. Taki był dzień, sobota. Zdeterminowani do wystawienia na szwank swojej niczym niezmąconej niewiary. Jedynie Przewodniczka Duchowa - Bożenka - składała Bogu swe pobożne pacierze.

piątek, 22 maja 2015

Syreny

... ciemno choć oko wykol a wody przybywało.  Jej poziom podnosił się leniwie, więc nawet nie zauważył  momentu w którym zaczęła sięgać do kostek. Impregnowane buty zaczęły w końcu zamakać, a on nie przestawał się dziwić, dlaczego przewoźnik nie uszczelnił tratwy przed przeprawą.

  Przewoźnik zachowywał zimną krew wymijając dryfujące kry. Manewrował wprawnie, zęby miał zaciśnięte. Co jakiś czas o kadłub ocierały się płetwy ogonowe syren. 

NU - All That Sound





Zrażony wieczną prowizorką, postanowiłem udać się tam, dokąd zmierzają umierać żyrafy i stare koty. Do zobaczenia wkrótce. 

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Odarcie z mitologii

  Chociaż przewrót kopernikański pozbawił ludzi najważniejszego miejsca w Boskim planie stworzenia i przeobraził ich w mieszkańców niewielkiej planety krążącej w ogromnym Wszechświecie, człowiek pozostał ukoronowaniem Bożego dzieła. Od XVI do połowy XIX stulecia uczeni snuli rozważania o jego cudowności.
[...]


  Idea ewolucji, przemian gatunkowych, przedstawiona w 1859 roku w dziele "O powstawaniu gatunków", trafiła w nauce na podatny grunt.
Lewin, R., & Tomaszewski, A. J. (2002). Wprowadzenie do ewolucji człowieka. Prószyński i S-ka.
  
Fizyczne uwarunkowania człowieka były stopniowo wyjaśniane mechanizmami ewolucji. Nasz gatunek, już od czasu Linneusza, zagościł na dobre w królestwie zwierząt. Oczywiście w charakterze korony stworzenia. Dowodem naszego pokrewieństwa z Bogiem były duchowość, umysł, moralność.

Na szczęście, współczesna nauka nie zatrzymała się na tamtym etapie. Dzięki Bogu, nasze postrzeganie życia - na ogół - nie jest już tak antropocentryczne. Teraz z Bogiem łączy nas już tylko domniemane, moje ulubione, brzemię duszy. Geneza tego, jak to człowiek zlazł z drzewa i rozszczepił atomy, ma coraz mniej znamion baśni o mitycznych herosach (w książce przytoczone są rozmaite historyczne "cudowna opowieść o wędrówce Człowieka" czy "nieustanne dążenie Człowieka ku Przeznaczeniu"). Jesteśmy mechanizmami - pulą zwycięskich genów w wyścigu. Ojej. 


 
 
  

    Obecne zjawiska przemocy i wynikające z nich konsekwencje, na skutek osobliwego zaćmienia intelektualnego, wciąż interpretowane są jako odchylenia od "normalnych" procesów rozwojowych, jako "przypadki szczególne" czy formy regresu i tym samym - odizolowane od niosącej obietnicę szczęścia nowoczesności. A przecież Auschwitz i Hiroszima, My Lai i Srebrenica były społecznymi katastrofami możliwymi dopiero dzięki nowoczesnym strategiom rozwiązywania problemów, wyobrażeniom o porządku, technologii i biurokracji. Auschwitz było przemysłowym ośrodkiem wyzysku, zabijania i zużywania ludzi - nie ma w tym nic wstecznego czy archaicznego. Coś podobnego mogły wynaleźć tylko społeczeństwa przemysłowe.
Welzer, H. (2010). Wojny klimatyczne. Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa (wstęp Z. Bauman).


CC 3.0 zmodyfikowane i pobrane stąd od Hydro


    Ludzi mordowano za grzech przynależności do niewłaściwej grupy społecznej [...] paradoksalnie, przednowoczesne ludobójstwa uznawały nie wprost, ale jednak, że ich ofiary dysponują wolną wolą. Równie paradoksalnie w obecnych, nowoczesnych czasach, kiedy nieustannie wysławia się wolną wolę i bębni przy każdej okazji o wolności wyboru, ludobójstwa są uzasadniane w kategoriach odmawiania ofiarom wolności wyboru. Rosyjscy i ukraińscy "kułacy", choćby ze wszystkich sił starali się nie wyrządzić nikomu krzywdy, nie byli w stanie przestać być "kułakami". Niemieccy Żydzi, choćby z największą skwapliwością i ochotą przejmowali "aryjskie" obyczaje, w żaden sposób nie mogli zmienić swej "żydowskości", zdeterminowanej raz na zawsze przez ich żydowskie pochodzenie. Tak samo kosowscy Albańczycy wczoraj a kosowscy Serbowie dzisiaj nie byli w stanie przestać być, pierwsi - Albańczykami, a drudzy - Serbami. Tutsi nie mogą zmienić się w Hutu, a Hutu - w Tutsi. Wszyscy oni mają swą tożsamość wpisaną do paszportów. Jest to ich pierworodnym, niezmywalnym grzechem.
   Jest to specyficznie nowoczesny pomysł, że dla pewnych kategorii ludzi w nowotworzonym "porządnym społeczeństwie" po prostu nie ma miejsca, bynajmniej nie z powodu jakichś konkretnych win, ale dlatego, że nie mogą w żaden sposób udowodnić swej niewinności. 
 Bauman, Z., & Tester, K. (2003). O pożytkach z wątpliwości: rozmowy z Zygmuntem Baumanem. E. Czerwińska, & R. Lis (Eds.). Sic!.

CC 2.0 zmodyfikowane i pobrane stąd

Zygmunt Bauman kilka akapitów wcześniej, wychodzi z założenia, że przednowoczesne ludobójstwa były dokonywane nie za to, kim ktoś był, lecz za to, co robił. Nawet heretycy, niewierni a nawet Żydzi, mieli teoretyczną szansę pokajania się i pokuty Trudno nie przyznać racji.

niedziela, 19 kwietnia 2015

  
O tym, że na drodze ku realizacji celów należy "mierzyć wyżej"...
Podobnie czynią dobrzy łucznicy: ci, widząc bardzo odległy cel, znając siłę rzutu swego łuku, mierzą nieco wyżej, nie po to, aby dosięgnąć strzałą tej wysokości, lecz aby mierząc wyżej, trafić do celu.
 Machiavelli, Niccolo. Książę przeł. Cz. Nanke, Antyk, Kęty (2005).

CC0 1.0 stąd i stąd

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

BATTLE:LA / OUTPOST37


    ... są napędzane budżetową nędzą. Przez bylejakość scenariusza, tandetność dekoracji i bezbarwność bohaterów obu produkcji, pozwalają się interpretować jako osadzone w tym samym uniwersum bliskiej niepomyślnej przyszłości. BATTLE:LA opowiada o początku i przebiegu możliwie najbardziej sztampowo wyobrażonej Inwazji, zaś OUTPOST37 skupia się na jej pokłosiu. Widz śledzący losy oddziału stacjonującego na tyłach dawnej linii frontu, poogląda sobie odstrzeliwanie kosmicznych maruderów, którzy nie zdążyli załapać się na ostatni powrotny spodek, przed końcowymi napisami BATTLE:LA. Piękna klamra interpretacyjna, nieprawdaż?

   Niestety, ten przesadnie patetyczny, po za wszelką krytyką dęty filmowy duet, w żadnej chwili nie jest tym, za co chciałby uchodzić. 

  Twórcy B:LA sugerowali nadejście nowego Helikoptera w Ogniu, z tą drobną zmianą, że zamiast dzieci z kałasznikowami, na celowniku znaleźć się miały krabo-podobni przybysze z raczej daleka. Niezupełnie się udała ta modyfikacja, notabene nieznacząca, z punktu widzenia amerykańskiego widza. O tym za moment.

  Braki budżetu maskowane były gęstym dymem zasłaniającym miejsca, w których powinny dziać się efekty specjalne. Pamiętne z Helikoptera w Ogniu emocje, szarpiące widza niczym szrapnele, zastąpiono drętwymi mowami i wysilonymi aktami bohaterstwa, które niczemu nie służyło.

O37 to niby dokument -  opowieść o żołnierzach stacjonujących w położonej na antypodach placówce, notorycznie narażonych na porwania, dezintegrację oraz inne spotkania 3 stopnia. Ogólna koncepcja i takie szczegóły, jak napisy na ekranie informujące, że np. oto mamy przyjemność z ostatnim żołnierzem, który straci życie podczas obrony posterunku, budzą jednoznaczne skojarzenia z dokumentem Restrepo, więc jako fan rzetelnego dokumentu frontowego, oczekiwałem jakiejś solidnej paraleli, zważywszy na intensywność z jaką ta inspiracja rzucała się w oczy. Jednakże, O37 nie wytrzymuje tego ciężaru, obala się dość widowiskowo potykając o głupkowatą historię i niekonsekwencję twórców, którzy, mam wrażenie, nie do końca wiedzieli co kręcą - do tego mieli za mało czasu/forsy/doświadczenia (pewnie wszystkiego razem)

    O Battle:LA chwilowo ani słowa, bo to temat zbyt przebrzmiały, by do niego wracać. Kto widział, ten wie, kto nie widział, stracił niewiele. Życie toczy się dalej. Patrzmy co przyniosła wiosna -

    Nowy turnus świeżaków przybyłych do Outpost37 nie ma zbyt wiele czasu na aklimatyzację. Specyfika tutejszego klimatu daje o sobie znać od samego początku, witając przybyłych gradem pocisków z niewiadomego kierunku. Piechociarze dość szybko zdołali się "wstrzelać",  w wybiórczych przeskokach z ujęć kręconych "z ręki" na te "konwencjonalne", z trudem próbujemy zidentyfikować cele. W pierwszej chwili pomyślałem, że ta metafora - Inwazja Obcych/Wojna w Afganistanie - jest tu coś nazbyt prostacka, gdy nagle okazuje się, że wrogowie okutani w szmaty to nie bieda-obcy, bynajmniej, to krwiożerczy Afgańczycy. Jak widać, Inwazja Obcych z Nieba swoją drogą, lecz stare ziemskie przepychanki - swoją. Kto pierwszy zdradzi rasę ludzką i stanie po stronie macek? Afgańczycy!

  Atmosfera robi się duszna, dodatkowo piechociarze wchodzą na trop większej intrygi, znacznie poważniejszej niż zwykłe dożynanie watach. Umówione spotkanie z informatorem zamienia się w krwawą jatkę, Obcy zdają się pogrywać w sposób dotąd niespotykany - zdradzają INTELIGENCJĘ. Lol, nieco dziwi to spontaniczne odkrycie piechociarzy, zaprawionych w codziennych bojach z technicznie dominującą rasą obcych. Jest w tym pewien logiczny zgryz, ale nie wnikajmy w szczegóły. Widz już wie co się święci - poszlaki są jednoznaczne - żołnierze kojarzą wolniej, do tego ich ciężkość myślenia mąci dodatkowo pisany kapitalikami i w cudzysłowie "R Z Ą D". 

  Rządowi siepacze niby wydają rozkaz nie opuszczania Outpost37. Gdy jeden z żołnierzy wyściubia  z bazy nos - snajperzy z rządu zestrzeliwują, siedzącą na jego czubku muchę. Jednak nie ma to żadnych dalszych konsekwencji, gdy przyjdzie co do czego, żołnierze z O37 będą mogli swobodnie wyjeżdżać na ratunek i inne takie, przez nikogo nie niepokojeni.

  Później nastąpi prezentacja bohaterów, wiadomo - "nudna codzienność w bazie" - w praktyce pokaz najbardziej sztampowych tematów "co robię na wojnie", "co zrobię po wojnie", sztywne spięcia między kumplami, filozoficzne rozważania. Flaki z olejem. 

  Na koniec okaże się, że Obcy montują z Afgańczyków runicznie wspomaganą armię zombie, że jakieś misterne obce plany, że widmo apokalipsy, że... i jest to etap na którym jest już widzowi wszystko jedno, bo już zdążył się napatrzeć, pośmiać i w sumie czeka się na koniec całej przygody. Nie ma w tym za grosz klimatu, sensu co kot napłakał, za to głupot cała parada. Od najniższej oceny chroni tylko uczciwa świadomość, że jednak ktoś się starał, że nie jest to poziom typowy dla Asylum, że słabość nie wynika z wyrachowania czy złej intencji. Efekty specjalne są nieczęste, ale spełniają dolną granicę akceptowalnego poziomu. Wymiany ognia pod względem inscenizacyjnym nie robią specjalnego wrażenia. Aktorstwo letnie - słabe, trochę razi sztuczność aspektu wojskowego. Sądzę, że średnio zaawansowana grupa ASG lepiej odegrałaby rolę zawodowych trepów. Konwencja dokumentu mogłaby pewne braki zatuszować, ale twórcy zbyt często od niej odchodzą. 

  Pewną nobilitacją jest z mojej strony ustawienie O37 obok B:LA. Oczywiście porównanie nieco prowokacyjne, B:LA był reklamowany jako potężny Blockbuster - trailer sugerował przepełnioną widowiskowością batalię. W istocie, nie było tego po filmie zbytnio widać, to raczej przegadana łzawo-patetyczna hucpa. Jednak treść, emocje i inspiracje "współczesnym polem walki" (z terroryzmem?) są bardzo zbliżone. I bardzo jałowe, ponieważ kto znajduje się na celowniku armii niosącej demokrację, przez rzeszę widzów zawsze będzie traktowany co najmniej jak kosmita czy inny diabeł wcielony.

3/10

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Krótka Kolęda na improwizujący głos i komputer.

  Jakim cudem, w tak krótkim czasie, udało Ci się zrazić do siebie tylu ludzi? Może uważasz, że sobie na to zasłużyli? Prawdopodobnie właśnie tak sobie myśli. Zapytajmy go, jak radzi sobie z duszną atmosferą, która od miesięcy panuje pod jego czaszką. Dzień dobry Wasza Ekscelencjo, czy

Czym się różni jeden porządny człowiek od drugiego?