środa, 2 grudnia 2015

Maria Ossowska

  
 Tolerancję przypisuje się często komuś, kto dla świętego spokoju patrzy przez palce na różne grzeszki otoczenia. Nie o ten gatunek tolerancji tutaj chodzi.

    Tolerancja w naszym rozumieniu to nie jest nieprzeciwstawienie się rzeczom, które poczytujemy za złe, lecz umiejętność szanowania cudzych potrzeb i cudzych opinii, których nie dzielimy.

   Szanuje cudze potrzeby, kto się z nimi liczy w swoim postępowaniu, przystosowując do nich własne; szanuje cudze opinie, kto ma życzliwą w zasadzie dla nich postawę, a w wypadku wyraźnej już kontrowersji nie przypisuje z góry przeciwnikowi czarnych motywów z tego tytułu, że znajduje się stosunku do jego stanowiska w opozycji.

  Często słyszy się, że tak rozumiana tolerancja to niebezpieczna właściwość, bo rozumienie czyichś stanowisk prowadzi do ich usprawiedliwiania, a to z kolei paraliżuje naszą aktywność i grozi naruszeniem owego mocnego kręgosłupa moralnego.

  Obserwowanie ludzi zachęca do rewizji tego poglądu. Tolerancja paraliżuje co najwyżej pewne negatywne impulsy działania, ale nie narusza pozytywnych. Człowiek wyrozumiały, gdy walczy z tym co uważa za złe, nie działa na podstawie zgorszenia, surowych potępień czy nienawiści, działa natomiast na podstawie przywiązania do tego, co uważa za słuszne; na podstawie umiłowania takiej a nie innej wizji świata, do której realizacji zmierza.
rok 1946
Ossowska, M. (1992) Wzór demokraty, Daimonion.

Czym się różni jeden porządny człowiek od drugiego?