czwartek, 31 marca 2016

Zwierzęta, ludzie, bogowie



 Na pewnym wykładzie z historii polskiego kościoła przed XIII wiekiem, z którego zaliczenie uzależnione jest od obecności, jak zwykle pilnie walczyłem z drzemką nadchodzącą dosłownie zewsząd. Wtem! Trafiłem w internecie, na moim ulubionym portalu, na tę oto książkę. Wystarczy, że powiem, iż wykład na którym zwykle czas nieprzesadnie się śpieszy, tym razem minął jak kilka miłych chwil. Mało tego! Ledwo mogłem się oderwać a lekturę wznowiłem od razu po wieczornym powrocie do domu...

środa, 16 marca 2016

Raz, dwa, trzy... babajaga patrzy!


  Mimo wysokiego stopnia upośledzenia horrorów głównego nurtu popkultury (tzn. tych z budżetem na 6 zer), głupio byłoby im odmówić, a niestety łatwo byłoby przeoczyć, że pod pewnym względem stanowią o mały włos bezkonkurencyjną forpocztę postępu w kinie naszym powszednim. Myślę o horrorach, które chętnie i odważnie, jak w żadnym innym gatunku, sięgają w muzyce do eksperymentalnych form, niszowych brzmień i niestworzonych instrumentów. Brzmi owa muzyka doskonale, w jakże lichych filmach które ilustruje, wybija się niejednokrotnie na plan pierwszy! Do tego stopnia, że w Annabelle to sekcja smyczkowa dyktuje skoki ciśnienia, wywołując straszne spazmy u widza! Przerażająca kakofonia na młotki, zardzewiały fortepian, ociekające krwią smyczki i cały magazyn instrumentów przywodzących na myśl użytkowy wystrój sali tortur. 

  To tym ciekawsze, że znaczna ilość horrorów pod patronatem opętań i demonów (22 tytuły z ostatnich lat!), posiada ścieżkę dźwiękową skomponowaną przez tego oto Josepha Bishara. 


  Oto więc prawdziwa twarz współczesnego stracha! Przy tym nie dziwi lista granych przez niego epizodycznych ról, podsumowana w poniższej liście, serio myślałem, że skonam jak to zobaczyłem:
  • Insidious – Lipstick-Face Demon
  • The Conjuring – Bathsheba
  • Annabelle – Demonic Figure
  • Insidious: Chapter 3 – Lipstick-Face Demon


PS  Na ładny finał, chciałbym jeszcze wspomnieć soundtrack "Coś za mną chodzi" kogoś zupełnie innego. Nastrój też zupełnie inny - piwniczny ambient w duchu lat 80, ale jakże liryczny bo przeplatający się z melodyjnymi tonami - a bez tejże oprawy, sam znakomity film również straciłby pewnie całą swą siłę rażenia. 

  
  Nie jestem pewien, czy dostatecznie wyeksponowałem o co mi chodzi. Do głowy przychodzą mi różne ścieżki dźwiękowe, które są tak awangardowe, że mogłyby śmiało smażyć naleśniki na płonących radiowozach (jak to zwykła czynić  każda szanująca się awangarda postępu!). Niekoniecznie z horrorów. Nie o to mi chodziło, że horrory mają monopol na nowe brzmienia, raczej o to ciekawe zjawisko, w którym niemożebnie zgrany i umasowiony gatunek, sięga po niszowe rozwiązania muzyczne - bardzo swobodnie i udanie. Być może, ktoś bardziej zorientowany w temacie, mógłby uznać te utwory za lekki kicz w swym gatunku, ale byłyby to tylko przepychanki o wielkość maczug gigantów z punktu widzenia smerfów.

 PS2 A oto, niby już nie a propos, kęs prawdziwie prawdziwej awangardy, tym razem nie docelowo filmowej, ale jakże postępowej - tak samej z siebie. Słuchając tego w drodze przez Poznań, pogrążam się w głębokiej zadumie nad porządkiem w świecie chaosu. Serdecznie polecam, pozwala realizować chociaż część niespełnionej człowieczej duchowości. 

  I tak, od banalnych strachów, przeszliśmy płynnie do strasznych banałów, ale w tle pierwszych i drugich wciąż przygrywa muzyka eksperymentalna uświęcająca to wszystko, windując na wyższy poziom. Amen. 



wtorek, 15 marca 2016

Igrzyska dzieci












   Pozwoliłem sobie zaagregować filmy z pociesznego, docenionego za życia, nurtu młodzieżowych fantastycznych opowiastek Young Adult. Traktują o godnym stawaniu młodzieży w szranki z (anty)utopijnymi i dystopicznymi porządkami światów dorosłych.

Zamysł zakłada, w przeważającej liczbie przypadków, taśmową produkcję kolejnych filmów, których fasada zaczerpnięta jest z ogranych motywów "poważnej" literatury fantastycznej. Jednak z marszu podanych stosownym uproszczeniom. Ich celem ostatecznym jest rozdrobnienie najbardziej podniecających idei fantastyki socjologicznej, by móc znacjonalizować je amerykańskimi nastolatkami, przeżywającymi swoje miłosne wielokąciki miłosne. Jak dotąd, niezmienną sztampą pozostaje walka młodzieży ze światem urządzonym głupio i doprowadzonym do katastrofy przez dorosłych (z ustrojem administracyjnym, ale też hm... plemiennymi-klanowymi porządkami jak w Zmierzchu czy Mieście Kości). Światy przedstawione w punkcie wyjścia zwykle już są stracone - środowisko zdewastowane, ustrój totalitarny lub autorytarny. Technologia służy korporacjom do kontroli ludzi. Prawa jednostki są ograniczone do minimum. W takich okolicznościach poznajemy główne bohaterki, gdzie niezgoda na zastane warunki idzie w parze z nastoletnim okresem buntu, podniesionym do potęgi i rozbuchanym na gigantyczną, światową skalę. Romantyczny związek na który krzywo patrzą dorośli albo zakaz wychodzenia z pokoju (do lasu na samotne polowanie, do zakazanego lasu, za mur etc.) mogą stać się zarzewiami rebelii, obalającej stary porządek, będący podstawą tych klasycznych nastoletnich dramatów-klisz. Szkoda że zwykle i tak - ze względu na słabość i zachowawczość scenariuszową - bohaterki, świadomie lub nie, pozostają narzędziami dorosłych. Powtarzane są stare błędy, a obalone tyranie sugerują nieuchronne powtórki z rozrywki. Ostatecznie pazury zawsze przytępi jakiś moralny autorytet z taaką brodą. Tak było w dziełach od Harrego Pottera, przez Igrzyska po Niezgodą. Gdy przyziemne cele zostają osiągnięte - oni znów są razem, ona może wracać późno do domu, a on grać na skrzypcach - stary porządek tylko czeka, by opresjonować następną, przyszłą generację słomianych buntowniczek i buntowników. Bo stare systemy to coś więcej niż czarny charakter, któremu wystarczy utrzeć nosa w ostatnim rozdziale. Szkopuł w tym, że owe rebeliady, są co do zasady niemożebnie naiwne. Jednak uchodzą twórcom płazem. Dlaczego? Ponieważ gdy podziurawiona i poszatkowana historia zaczyna dogorywać na naszych oczach, do głosu dochodzi sekretny składnik.

  Sekretny składnik


  Być może tym składnikiem jest możliwość wczucia się widzów w postaci uczestniczące w akcji. Nieważne, co akurat trapi nasz sztuczny świat i jak niegościnnym stał się miejscem, nieodmiennie główną osią fabuły będą TYPOWE rozterki TYPOWEJ/TYPOWEGO nastolatki/nastolatka. Do tych rozterek należy pierwsza miłość, a wraz z nią wszystkie techniczne kłopoty, pytanie czy to przyjaźń, czy coś więcej, co ze sobą zrobić gdy zgaśnie światło, kująca zazdrość i cała masa innych. Po za tym, nieco na uboczu - oczekiwania rodziców, wybór drogi na przyszłość, akceptacja w środowisku etc. 

  Być może idzie o tęsknotę za czasem, w którym kończy się świat, a wraz z nim obowiązujące nudne reguły i nudne życia. Czas w którym nastolatki mogą pobiegać z łukiem, bezkarnie strzelać do dorosłych i zakochiwać się ze wzajemnością. Czas w którym szare myszki wychodzą z cienia i stają na czele rebelii. 

  Możliwy jest też wariant spiskowy. Najpierw przykład: muzyka którą słychać przy zakupach w Lidlu, czy przekąsce w KFC, to nie jest jakaś tam losowa muzyka. To starannie wyselekcjonowana playlista, skomponowana przez specjalistów muzykologów, doskonale wiedzących, co i kiedy należy zagrać, żeby klienci kupili i zjedli jak najwięcej oraz wrócili jak najszybciej. Indywidualny człowiek z gustem, uzna dźwięki płynące z głośników za sztampę i porutę, ale na masowego, statystycznego odbiorcę (a od tego nie ma jak uciec, wita ponowoczesność) to chyba działa. Chyba podobnie jest tutaj. Spece od muzyki, kostiumów i szeregu innych dziedzin doskonale potrafią zwęszyć co i w jakich proporcjach należy zmieszać. Kto wie.  


 Żywe przykłady


Generalnie koncept przypomina filmowy odpowiednik ludzkiej stonogi, w której na początku jest np. "Nowy Wspaniały Świat" a na samym końcu dogorywa umęczona Niezgodna. W szczególe wygląda to tak, iż sukces Harrego Pottera owocował szeregiem naśladowczych światów fantasy (królową zrzynki pozostaje Miasto Kości, doprawdy...  autorka napisała swoje fan fiction o romansie między Hermioną a Malfoyem, w internecie dobrze żarło, ale żeby zaczęło przynosić autorce szekle, musiała pozmieniać imiona oraz kilka innych detali). Od premiery Igrzysk Śmierci, mniej więcej do teraz, dominuje sztafaż SF (najwierniejsza naśladowczyni to seria Niezgodna, która również dorobi się trzeciej części podzielonej na dwa filmy). Co przyniesie przyszłość? Najbliższa nam jest 5th Wave, która chyba nie zrobi imponującego sukcesu. Z tego co się orientuję, prezentuje czasy nam współczesne z domieszką kosmitów i zbuntowaną survivalową nastolatką. Nie mogę się doczekać. Krótka internetowa kwerenda unaoczniła mi, że w Hollywoodzie praktycznie codziennie podpisuje się umowy o przekazaniu praw do jakiejś młodzieżowej sagi.   

  W powyższym zbiorze kręci się też garść wolnych elektronów, pokroju If I stay, Historia Roja: czyli lepiej zakopać to w ziemi albo It follows. 

  If I stay posiada wątek fantastyczny, chociaż owszem, to ledwie cząstka w historii zwykłego melodramatu. Jednakże! Koniec końców, bohaterka mierzy się z dylematem "zostać czy nie zostać", w religijnie rozumianych zaświatach (mimo oczywistych skojarzeń w If i stay, prawdziwie chrześcijańską agitkę uskutecznia dopiero The Giver), ciekawe, że woli Boga Ojca ostatecznie nie ulega główna bohaterka, postanawiając wrócić do świata żywych i swojego chłopaka. Realizuje postawione wyżej kryterium buntu przeciw boskiej utopii? A jakże, bardziej się nie da :)

  Historia Roja w zestawieniu pozornie wygląda na pokaz buractwa z mojej strony, ale spokojnie, to nie tak. Trzeba tylko pominąć to, co twórcy chcieli tym filmem pokazać, a skupić na tym, co pokazali. Pewnego młodzieńca, który wraz z grupą rówieśników wyłamuje się z pod opieki dorosłych (doświadczony dowódca Młot, rezygnujący z walki, powodowany przeświadczeniem o daremności dalszego oporu, jest uznany przez walczącą młodzież za zdrajcę). Przystępuje do nierównej walki z zastanym ustrojem (w praktyce, w różnym natężeniu z całym światem dorosłych, bo w filmie zbiór komunistów jest bardzo wszechogarniający, bo to i sołtys się boczy, i nie chce dziewki do ożenku oddać). Cała akcja podąża szlakiem wyznaczonym przez Harrego i Katniss a jedyne odstępstwo to pozorna historyczność prezentowanych wydarzeń. Oczywiście pomijając przy tym, że w towarzystwie wszystkich omawianych tu nastoletnich dysydentów i rebeliantów, nikt o zdrowych zmysłach nie skumplowałby się z Rojem. Harry i Katniss a nawet Niezgodna Tris, to przy Roju wzorce cnót, mądrości oraz samodzielnego myślenia.
  
  Nadludzkim wysiłkiem powstrzymuję się, przed opisaniem dlaczego nieszczęsny filmowy Rój potwierdza wszystkie zarzuty komunistycznej propagandy o faszystowskich bandach. 

  Dlatego płynnie przejdę od występującego tu nieco ironicznie "It Follow". Tym razem sztafażem nie jest ani fantasy, ani SF. To z krwi i kości horror! Trudno o lepszego wyraziciela hm... ideologii tego nurtu, będącego jednocześnie tak odległego w formie i jakości (na +!) od innych wymienionych. Trudno byłoby też znaleźć lepsze tło, dla tego rodzaju opowieści. Zrujnowane Detroit to żywy trup grzechów ojców, a czego nie załatwili ojcowie, to utopiła przyroda - zburzenie dawnego porządku oraz budowanie na gruzach. Właśnie o tym była wcześniej mowa! W świecie pozbawionym dorosłych, rozgrywa się koszmar którego motorem jest inicjacyjna historia grupki nastolatków, swoją drogą, dość sympatycznych - to nie są wymuskane kukły, to są zwykli ludzie! A w tle przygrywa hipnotyzująca muzyka - czyżby przypadek?

   Ciekawą próbą nawiązującą do młodzieżowych widowisk jest "Tajemnica Bridgend". W jakimś takim, trudnym do zdefiniowania czasie, w mieścinie pogrążonej pośród gór i lasów, harcuje osobliwe plemię nastolatków. Kierują się tajemniczym kodeksem, zasadami bezwzględnego siostrzeństwa i braterstwa. Mają wiele pretensji do całego świata, a zwłaszcza do swych rodzin. Ich bunt jest jednak jałowy. Gdy świat nie jest tak prosty jak Igrzyska Śmierci czy Niezgodna, że zabójstwo prezydenta daje reset, wieczną sławę i szczęście. Szarym myszkom którym wydaje się, że są wybrańcami, zgadza się tylko jedno - "wydaje im się". Co prawda, można wybić kamieniem szybę w sklepie, zelżyć policjanta albo, niech tam nawet, odebrać sobie życie. Ale co z tego? Można tylko dorosnąć i powtarzać błędy rodziców, lub umrzeć w świecie urządzonym przez kogoś innego. Pozostaje nihilizm, bo świat i tak ma ich w poważaniu. Choćby nie wiadomo jak tupali, choćby wymyślili sobie nie wiadomo jakie igrzyska i inicjacje.

 

  A propos wspomnianego wcześniej Detroit i krążenia po antypodach gatunku, na koniec czarny koń wyścigu, dzielnie wpisuje się w lejtmotyw, ale jakoś zabrakło mi śmiałości, żeby go wciskać w głównym rzucie, ponieważ realizuje również dojrzałe dylematy (chociaż nie zawsze w dojrzały sposób).

 
PS To wczesna wersja tego wpisu, zapewne będę go jeszcze aktualizował, wymazywał, dopisywał etc. Może przypomnę sobie jeszcze o jakiś "takich" filmach. 
 
 

czwartek, 10 marca 2016

Gdzie są wasze uśmiechy żołnierzu?!



  Nie mam póki co żadnego pomysłu na fabułę, więc wejdę w akcję z marszu zdając się na przypadek. Ale spokojna głowa, jak już napiszę, to usunę najewidentniejsze błądzenia.

  Było to, hmm... było to kilka osób, powiedzmy - żołnierzy. Błąkali się od kilku dni. Przerażeni i oszołomieni. Nim jeszcze zerwał się kontakt z bazą, stanowili doborową jednostkę rekonesansu, wizytówkę armii i chlubę całego kraju. Gotowi przetrwać absolutnie wszystko - przede wszystkim - prędzej zginąć, niż ulec etc. Obecnie byliby w stanie uwierzyć i zrobić absolutnie wszystko, co się im powie, byle tylko wydostać się z tego piekła.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Ćwierć miliona gniewnych półgłówków.



   U zarania istnienia tego sympatycznego bloga, kiedy jeszcze miałem poczucie humoru, potrafiłem sennie błąkać się po internecie, by ocknąć się nagle w jakimś dziwnym miejscu, pokroju fanbloga Kristen Stewart. Dokonanymi tam spostrzeżeniami skwapliwie dzieliłem się chociażby tutaj.

   Niestety czasy posmutniały, ja sam - postarzałem się o wieki. Internetowe peregrynacje wiodą mnie już tylko głównym rynsztokiem, na samo zatęchłe dno wirtualnej rzeczywistości. Otrząsam się oto na stronie... hmm... gwałtownie sprzeciwiającej się islamizacji Europy, której fanowską świtę stanowi ćwierć miliona użytkowników facebooka. Pierwszy z brzegu artykuł podsumowują szokujące cytaty zaczerpnięte wprost z Koranu min."Kobieta nie jest zdolna do samodzielnego życia bez pomocy mężczyzny [...]" czy "Kobieta jest istotą pustą i bezmyślną[...]". Są nawet stosowne odnośniki dla ciekawskich - 4:38 oraz 43:17. 


 Rozumiem, że Święte Księgi różnych wyznań pełne są przynajmniej dwuznacznych i kontrowersyjnych kawałków, ale coś takiego? Może nawet uniósłbym pięść w słusznym gniewie, wolną ręką dopisując pod artykułem wojowniczy komentarz. Jednak każda ciekawska osóbka jest w stanie po kwadransie sprawdzić i stwierdzić, że powyższych wersetów w Koranie he he nie ma. 



  Zacytowane frazy pochodzą nie z Koranu, lecz z Wikipedii, można je zastać pod hasłem "kobieta w islamie". Rzetelny autor, tak po prostu przypadkiem, rozszerzył kursywę cytatu o swoje własne słowa. "Kobieta w islamie" to bardzo słaby nieencyklopedyczny artykuł oflagowany chyba każdym możliwym zastrzeżeniem - brak przypisów, stronniczość. Na domiar złego, wykorzystane fragmenty sur (dodatkowo zmanipulowane interpretacją autora!) pochodzą z XIX wiecznego tłumaczenia Koranu, autorstwa katolickiego księdza. Nie chciałbym być nieuprzejmy względem księdza i jego pracy, ale płód jego wysiłków był daremny, bowiem jego wersja już dawno odeszła do lamusa - jako dzieło stronniczego laika.


 Tyle w kwestii cytatów. Pozostaje kwestia meritum, czyli rzekomego bestialskiego szturmu na hotel, przeprowadzonego przez 30 rozwścieczonych mężczyzn, celem gwałtu na kobiecie w odwecie za to, że samotnie podróżowała z synem po Europie. Nie będę tutaj tego szerzej komentować. Opisana sytuacja nie mogła się wydarzyć. Nie mogłaby egzystować nawet jako marne opowiadanie grozy, ze względu na swoje nieprawdopodobieństwo i nielogiczności.

  Jest mi przykro, zwłaszcza z tego powodu, że kilkunastu moich znajomych wciąż subskrybuje tę stronę. Wygaszam te znajomości, albo też one wygaszają mnie. Nic to nie da z praktycznego punktu, ale na duszy lżej. 
 

piątek, 1 stycznia 2016

  


 Chciałem poczynić tu jakieś małe podsumowanie, jak co roku, powiedzieć co było słychać i na co się zanosi. Na szczęście, w tak zwanym międzyczasie, usłyszałem noworoczne orędzie do narodu wygłoszone przez  panującego z Bożej łaski Jego Prezydencką Mość. Do tego kilka słów wycedziła na swoim vlogu Beata Szydło, czujny obserwator dostrzegłby nawet niemal udaną próbę uśmiechu pod koniec. Nie, nie, waga tych wszystkich namaszczonych słów nie pozostawiła zbyt wiele przestrzeni na dodanie czegoś od siebie.

  Abstrahując od Dobrej Zmiany, miniony rok nie był szczególnie wesolutki. Przyszły nie wróży niczego lepszego. Na przekór, warto wciąż czytać, oglądać filmy i słuchać radia. Tego nie można zaniedbać - reszta przyjdzie sama. Jak to nikt nie mówi.

                                                        lejtmotyw do wpisu z you tube

środa, 2 grudnia 2015

Maria Ossowska

  
 Tolerancję przypisuje się często komuś, kto dla świętego spokoju patrzy przez palce na różne grzeszki otoczenia. Nie o ten gatunek tolerancji tutaj chodzi.

    Tolerancja w naszym rozumieniu to nie jest nieprzeciwstawienie się rzeczom, które poczytujemy za złe, lecz umiejętność szanowania cudzych potrzeb i cudzych opinii, których nie dzielimy.

   Szanuje cudze potrzeby, kto się z nimi liczy w swoim postępowaniu, przystosowując do nich własne; szanuje cudze opinie, kto ma życzliwą w zasadzie dla nich postawę, a w wypadku wyraźnej już kontrowersji nie przypisuje z góry przeciwnikowi czarnych motywów z tego tytułu, że znajduje się stosunku do jego stanowiska w opozycji.

  Często słyszy się, że tak rozumiana tolerancja to niebezpieczna właściwość, bo rozumienie czyichś stanowisk prowadzi do ich usprawiedliwiania, a to z kolei paraliżuje naszą aktywność i grozi naruszeniem owego mocnego kręgosłupa moralnego.

  Obserwowanie ludzi zachęca do rewizji tego poglądu. Tolerancja paraliżuje co najwyżej pewne negatywne impulsy działania, ale nie narusza pozytywnych. Człowiek wyrozumiały, gdy walczy z tym co uważa za złe, nie działa na podstawie zgorszenia, surowych potępień czy nienawiści, działa natomiast na podstawie przywiązania do tego, co uważa za słuszne; na podstawie umiłowania takiej a nie innej wizji świata, do której realizacji zmierza.
rok 1946
Ossowska, M. (1992) Wzór demokraty, Daimonion.

Czym się różni jeden porządny człowiek od drugiego?