piątek, 1 stycznia 2016

  


 Chciałem poczynić tu jakieś małe podsumowanie, jak co roku, powiedzieć co było słychać i na co się zanosi. Na szczęście, w tak zwanym międzyczasie, usłyszałem noworoczne orędzie do narodu wygłoszone przez  panującego z Bożej łaski Jego Prezydencką Mość. Do tego kilka słów wycedziła na swoim vlogu Beata Szydło, czujny obserwator dostrzegłby nawet niemal udaną próbę uśmiechu pod koniec. Nie, nie, waga tych wszystkich namaszczonych słów nie pozostawiła zbyt wiele przestrzeni na dodanie czegoś od siebie.

  Abstrahując od Dobrej Zmiany, miniony rok nie był szczególnie wesolutki. Przyszły nie wróży niczego lepszego. Na przekór, warto wciąż czytać, oglądać filmy i słuchać radia. Tego nie można zaniedbać - reszta przyjdzie sama. Jak to nikt nie mówi.

                                                        lejtmotyw do wpisu z you tube

środa, 2 grudnia 2015

Maria Ossowska

  
 Tolerancję przypisuje się często komuś, kto dla świętego spokoju patrzy przez palce na różne grzeszki otoczenia. Nie o ten gatunek tolerancji tutaj chodzi.

    Tolerancja w naszym rozumieniu to nie jest nieprzeciwstawienie się rzeczom, które poczytujemy za złe, lecz umiejętność szanowania cudzych potrzeb i cudzych opinii, których nie dzielimy.

   Szanuje cudze potrzeby, kto się z nimi liczy w swoim postępowaniu, przystosowując do nich własne; szanuje cudze opinie, kto ma życzliwą w zasadzie dla nich postawę, a w wypadku wyraźnej już kontrowersji nie przypisuje z góry przeciwnikowi czarnych motywów z tego tytułu, że znajduje się stosunku do jego stanowiska w opozycji.

  Często słyszy się, że tak rozumiana tolerancja to niebezpieczna właściwość, bo rozumienie czyichś stanowisk prowadzi do ich usprawiedliwiania, a to z kolei paraliżuje naszą aktywność i grozi naruszeniem owego mocnego kręgosłupa moralnego.

  Obserwowanie ludzi zachęca do rewizji tego poglądu. Tolerancja paraliżuje co najwyżej pewne negatywne impulsy działania, ale nie narusza pozytywnych. Człowiek wyrozumiały, gdy walczy z tym co uważa za złe, nie działa na podstawie zgorszenia, surowych potępień czy nienawiści, działa natomiast na podstawie przywiązania do tego, co uważa za słuszne; na podstawie umiłowania takiej a nie innej wizji świata, do której realizacji zmierza.
rok 1946
Ossowska, M. (1992) Wzór demokraty, Daimonion.

czwartek, 26 listopada 2015

Zalążek bloga podróżniczego!

    Swego czasu okazało się, że w Bieszczadach te tzw. "góry" sięgają najwyżej do kolan.

  Brat w tychże Bieszczadach z nudów czyta książkę po zmroku. Gdyby spojrzeć na okładkę, wyszłoby, że Strugackich. Zuch!


  Wędrowaliśmy do samego zmroku. Czasem wypadało nawet 14 godzin marszu! Dlaczego tak długo?


  Ponieważ padaliśmy bez życia ok. godziny 20:30, przespawszy około 8 godzin, mogliśmy wyspani i w miarę bezboleśnie opuszczać schroniska przed bladym świtem! Dzięki temu, schodziliśmy z głównych szlaków na pół godziny przed otwarciem parkingów tam, hen hen, na dole. Ekhem, "na dole".



  Ostateczny bilans wyniósł nas jakieś 100 km, gdy nagle skończyła nam się Polska i zaczęła Ukraina. Toteż zawróciliśmy do Ustrzyk Górnych, legliśmy na poboczu i czekaliśmy na bus do Sanoka. Jak się policzy na palcach, to się nie wydaje daleko - ale warto pamiętać, że amplituda wysokości była licząca się, do tego +30 stopniowe upały dawały w kość. W grze Far Cry 2 był taki efekt oczopląsu aktywującego się po kilku sekundach biegu - sądziłem, że to tylko takie efekciarstwo, dopóki nie poznałem tego na własnej skórze!

PS Nie zwracajcie uwagi na Evangeliona, chciałem zobaczyć, czy potrafię - nie.

piątek, 6 listopada 2015

Knighst and mechants, taka gra - na pewno wszyscy kojarzą. Po lepszej stronie świata (zachód i zachód za oceanem) przeszła bez echa, ale tak to już było, że jeżeli w ojczyźnie kwitnącej cebuli jakaś produkcja doczekała się przyzwoitej polonizacji a piracka wersja była łatwo dostępna oraz nie przysparzała problemów przy instalacji - hit był murowany.  Do teraz pozostaje obiektem nostalgii, szczycąc się społecznością fanowską, która trwa już drugą dekadę.




środa, 30 września 2015

Alien Abduction 8/10, Extraterrestrial 7/10, Area51 6/10, The Phoenix Lights 5/10, Hangar10 4/10







Najogólniej mówiąc, ludzi można podzielić na dwie grupy - tych, którzy kochają filmy kręcone "z ręki" oraz tych nieszczęśników, którzy takich filmów nienawidzą.

Na nieszczęście tych drugich, w XXI wieku to całkiem naturalne, że w dowolnej grupie nastolatków, w dowolnym momencie, znajdzie się ktoś z włączoną kamerką. Stąd nie dziwi zatrważająca ilość "autentycznych" nagrań z amerykańskich przemieść, po których na swobodzie rozbijają się kosmici.

Dlatego też, na szczęście dla tych pierwszych, ostatnimi czasy obrodziło horrorami ufologicznymi - wszystkie zrealizowane w konwencji  taśm odnalezionych - ma się rozumieć - w tajemniczych okolicznościach.

Niektóre uprowadzenia zachodzą od początku do końca utrzymane w poważnym tonie, inne - te lepsze - pozwalają sobie na autoironię. Niektóre są zrealizowane z polotem (Alien Abduction!), pełną mrugnięć do świadomego widza (Extraterrestrial!), reszta wygląda jak ksero wielokrotnie skopiowanego druku. Tak czy siak, najistotniejszą i prawdziwą frajdą jest wspólny kod, którym wszystkie te filmy operują. Zadziwiająca jest spójność ufologicznej mitologii, wynikająca być może ze zwykłego odtwórstwa - nie wnikam, liczy się fenomenalny efekt wiarygodności oraz fantastyczna magia teorii spiskowych. Oczywiście, mówiąc o "Fantastyczności" ani razu nie mam na myśli "SF", bo UFO już od dawna zagnieździło się w dziwnej strefie oszołomstwa i ignorancji.W kinie ten temat sprawdza się znakomicie.

Typowe bolączki tego typu kina - amatorskie aktorstwo, amatorskie efekty, amatorskie budżety - wszystkie one są zniesione mocą paradokumentalnej konwencji. Gra aktorska jest spontaniczna i nie wybiega, bo wybiec przecież nie może!, ponad to co dałoby się nagrać na byle jakiej imprezie. Efekty są starannie dozowane, w pozornym chaosie trzęsącego się obrazu - widz i tak zobaczy, co ma zobaczyć, tylko w odpowiednim momencie, wcześniej większość roboty załatwia wyobraźnia i domysły/ q.e.d.


wtorek, 25 sierpnia 2015

Galileusz


  Istnieje więc, jak sądzę, możliwość wykazania w sposób bardzo rozsądny, że to Pismo św. ilekroć przypadkiem wypowiedziało się na temat jakiegoś zagadnienia dotyczącego przyrody, a szczególnie spraw w mniejszym stopniu zbadanych i trudnych do zrozumienia, nie pominęło tego, aby nie spowodować zamętu w umysłach ludu i nie zniechęcać go do dogmatów bardziej tajemniczych. Dlatego zostało powiedziane, że Pismo z powodu dostosowania się do możliwości ludu nie powstrzymało się od zaciemniania twierdzeń bardziej podstawowych, przypisując nawet samemu Bogu cechy bardzo odległe i przeciwstawne Jego istocie.
[...]
  W związku z tym wydaje mi się, że w dyskusjach dotyczących problemów przyrodniczych, nie należy zaczynać od powoływania się na autorytet odpowiednich miejsc Pisma, lecz do zmysłowych doświadczeń i koniecznych dowodów.
[...]
  Po za tym Pismo, aby było powszechnie zrozumiałe, mówi o wielu różnych sprawach w sposób zgodny z powszechnie przyjętym znaczeniem słów, dalekich od prawdy absolutnej, przyroda przeciwnie, będąc nieubłaganą i niezmienną, nigdy nie przekracza zakresu wyznaczonych jej praw i nigdy nie dba o to, czy jej ukryte racje i sposoby działania są, czy nie są dostępne możliwościom poznawczym ludzi.
 Della lettera a madama Cristina di Lorena W: Cackowski, Zdzisław. Poznanie. Antologia tekstów filozoficznych. Wydawnictwo Ossolineum, 1992.

  Rzecz była napisana z emfazą na ruch ciał niebieskich, ale chyba problem aktualny w swej istocie do dziś.

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Film fabularny 2015

ślimak od Tim Ross - Grapevinesnail_01. Licencja CC BY-SA 3.0
 Można podważać moje reżyserskie kompetencje, ale ... nie! Nie można! Link ->  film

Czym się różni jeden porządny człowiek od drugiego?